14.7.17

Jesteście tu jeszcze?

Zerknęłam dziś na ilość postów opublikowanych na blogu od stycznia. Bardzo mało. Znacznie mniej niż w minionych latach. Wyraźnie odczuwam odpływ Czytelników, ale co się dziwić? Nie napisałam ani słowa od ponad 5 tygodni i nie wiem nawet kiedy ten czas minął! Czasami już tracę nad nim panowanie. Wpadłam w pułapkę życia od piątku do piątku. Praca, dom, praca, dom i w końcu długo wyczekiwany weekend. Jak zawsze za krótki.

Nie da się ukryć, że od roku podróżuję niewiele. Za granicą byłam raz - we wrześniu i to zaledwie przez cztery dni. To dość dziwne uczucie, bo przecież dotąd byłam w drodze bardzo często... Muszę przyznać, że chwilami mnie "nosi". To jest chyba we krwi i jeśli raz się złapało bakcyla, to już człowiek przepadł. Potrzeba poszukiwania wrażeń i odkrywania nowego jest naprawdę silna, nie da się jej zagłuszyć. Z drugiej jednak strony jestem na tym etapie życia, gdy nie chcę gnać przed siebie bez chwili wytchnienia i momentu refleksji. Uczę się czerpać radość z jednodniowych wypadów po okolicy albo zwykłych spacerów po mieście. Moje małe podróże wyglądają inaczej niż kiedyś. Przestałam dźwigać ze sobą zbyt ciężką lustrzankę i kupiłam w końcu kieszonkowy aparat. Nie biegam z nim jak szalona, coraz częściej leży gdzieś na dnie torby. Staram się jak najwięcej pięknych wspomnień, momentów i kadrów zapisywać tylko w pamięci. Dla siebie. Blogów jest bardzo dużo i odczuwam pewien przesyt powtarzających się treści. W dzisiejszych czasach podróżować może już każdy i nie jest to godny większej uwagi wyczyn. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, nawet kierunki do tej pory uznawane za egzotyczne. Tylu z moich znajomych było już na Hawajach, Malediwach i w Australii, że miewam chwile zawahania czy kogokolwiek interesują takie drobiazgi jak wypad gdzieś pod Warszawę? Ponieważ pisanie wciąż sprawia mi przyjemność, będę to robić dalej, chociaż pewnie mniej regularnie. Ostatnio ktoś napisał w komentarzu, że "kiedyś miałam pomysł na siebie", a teraz to się zmieniło. Myślę, że osoby czytające bloga od dawna wiedzą, że zmieniał się on razem ze mną. To nie jest wykreowana rzeczywistość tylko odzwierciedlenie aktualnego stanu ducha. Kiedyś marzyłam o tym, żeby stale być w drodze, najlepiej jak najdalej od miejsca zamieszkania. Teraz cieszę się ze zwykłej codzienności i powrotów do czterech ścian, które w końcu stały się domem od kiedy nie mieszkam sama. Po męczącym dniu w pracy zamiast włączać komputer wolę przytulić się do mojego mężczyzny, poczytać książkę, obejrzeć film lub ugotować coś pysznego. Na dysku czekają jednak zdjęcia z kilku pięknych miejsc. Kuszą i zachęcają do dalszego pisania. Tak z ciekawości - jesteście tu jeszcze? 

17 komentarzy:

  1. To się nazywa życie. Na wszystko przychodzi czas, musi być praca i musi być odpoczynek. Najlepiej widać to po sportowcach. Nikt nie bywa "na fali" cały czas. Ja podróżowałam w życiu trochę i zawsze marzyłam, aby to opisywać. Nie było czasu. Teraz na wcześniejszej emeryturze zdecydowałam się na ten odważny dla mnie krok. Nic takiego profesjonalnego, jak Twój blog, ale mnie zadowala. Jeszcze się uczę. Cieszy mnie każde wejście, ale najwięcej ich jest, gdy piszę o swojej okolicy. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem jestem i czekam na kolejne wpisy, podróze, kuchnia, cokolwiek... wypad pod Warszawę też ciekawy bowiem moja skromna osoba nie zna za bardzo naszego kraju, a już stolicy aż wstyd się przyznać prawie wcale. Wpadam do stolicy służbowo i wszystko biegiem aby zdażyc na Pendolino do domu... koniec piesni... więc jak dla mnie Warszawa całkiem ciekawie brzmi a już podwarszawskie miejsca tym bardziej :)

    A tak w ogóle to najważniejsze, że jesteś szczęsliwa, a czort z tym internetem ... złodziej czasu i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja jestem, choć trochę mnie nie było. Chyba nie umie dobrze gospodarować czasem, albo za dużo robię. Ja znów jestem na etapie chyba takim, na jakim ty byłaś parę lat temu. Ważne, że jesteś szczęśliwa. Pisz proszę, chętnie będę czytać. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu z bliskimi.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jasne i czekamy na kolejne wpisy z odwiedzonych miejsc :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaglądam od czasu do czasu. Doskonale Cię rozumiem. Sama przestałam pisać jakiś czas temu, najpierw z braku czasu, później z braku, powiedzmy idei przewodniej. Podróżować teraz jest łatwo, miejsca o których kiedyś można było tylko pomarzyć są na wyciągnięcie ręki. Na większości blogów jedne i te same, miejsca i porady, dyktowane pewnie nowymi trasami tanich linii lotniczych,o coś wartego poczytania trudno. Ja sama podjęłam decyzje o zamknięciu bloga, choć ciągle odkładam napisanie tego ostatniego posta. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Postów może i mniej, ale wciąż lubie tutaj pozaglądać i poczytać coś od czasu do czasu. Ważne żeby robić to co się kocha!

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że Ci, którzy naprawdę lubili czytać Twojego bloga nie znikną nawet gdybyś nie pisała przez lata. A faktem jest, ze najlepiej czyta się bloga prowadzonego z chęci, nie przymusu do zorganizowania. :) Trzymam więc kciuki za te chęci!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze zaglądam, nie zawsze komentuję, rozumiem Twoje rozterki, mnie też życie codzienne pochłania od poniedziałku do piątku z wyczekiwaną chwilą oddechu w weekend, mam dosyć komputera po tygodniu pracy i ciężko nie mieć blogowych zaległości ;)
    Ale tak jak i Ty staram się czerpać radość z codzienności ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, jestem. Odkryłam Twojego bloga niedawno szukając info o Lefkadzie (wybieram się tam we wrześniu)i znalazłam studnię bezcennych informacji. Jestem oczarowana Tobą, Twoim podejściem do życia i radością z jaką opisujesz podróże, te małe i te duże. Ja tu zostaję i zaglądam niemal codziennie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaglądam. Masz pomysł na siebie, po prostu zmieniasz się. Masz rację, istnieje tak duża ilość blogów, że można odczuć zmęczenie.
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytałam po publikacji w telefonie i zapomniałam dodać komentarz ;) To naturalne, że się zmieniasz, a blog razem z Tobą. Ciesz się codziennością i taką wypracowaną rutyną (ja też ostatnio zaczęłam jej potrzebować). Jestem ciekawa nowych wpisów :) Pozdrowienia z Kaledonii!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem. Jestem u Ciebie, choć Ty u mnie raczej nie, bo już dawno zniknęłam z Twoich linków.

    Co ja mogę powiedzieć? Tylko tyle, że doskonale Cię rozumiem, bo moje życie wygląda podobnie. Teraz akurat jestem na urlopie, więc odżyłam, ale jeszcze do niedawna moje życie było wybitnie nudne i sprowadzało się do trasy dom-praca-dom.

    Bloguję od 2007 bodajże. Na początku byłam tym zachwycona, pisałam często, z czasem jednak zaczęłam się wypalać. Ekscytacja odeszła z minionym czasem. Coraz częściej łapię się na tym, że wolę "być po drugiej stronie". Być czytelnikiem, nie autorem bloga. Usiąść z kawą i poczytać, co tam u moich ulubieńców słychać, a nie głowić się, co też wrzucić na bloga, by było to w miarę interesujące.

    Tak jak napisała jedna z moich przedmówczyń, pani Marzena, ci, którzy naprawdę lubili Twojego bloga, zostaną. Będą lojalni. Ci, którzy nie byli związani z Tobą emocjonalnie, odejdą. Szkoda nad nimi płakać [choć wiem, że tego nie robisz].

    Ewoluujemy, starzejemy się, porzucamy blogi... Wybieramy real, prawdziwe życie.

    Z pozdrowienia z kapryśnej Irlandii.

    OdpowiedzUsuń
  13. W tym roku doświadczyłam bardzo długiej podrózy. I to takiej podróży z półki "największe marzenia". Wyjeżdżając byłam przekonana, że jest to idealny sposób na życie. W planach miałam podróż RTW, teraz miałam być w Australii. Wyjazd zakończyłam jednak na Ameryce Łacińskiej. Nie wiem kiedy znowu zdecyduje się na tak długi, daleki wyjazd i czy będę kontynuować blogowanie, a i moje podróżowanie świadomie hamuję. Chyba taka kolej rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zwarci i gotowi ;) Czekamy na zdjęcia i te podróże dłuższe lub krótsze!

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że gdy w domu czeka kochający mężczyzna to pragnienie wychodzenia z niego jest zdecydowanie mniejsze :) Nie miałam i nie mam możliwości podróżowania nawet blisko, nawet na jeden dzień. Dla mnie wszystkie posty tutaj, nawet te najstarsze są rodzajem okna na świat, może inspiracją na przyszłość "gdyby jednak". Ale to ma sens tylko wtedy, gdy masz potrzebę tutaj być i pisać.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zawsze może być lepiej, lecz by to dostrzegalne czasami musi być trochę gorzej ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

TOP