27.7.10

Funchal, Jardim Botânico, czyli dywany z kwiatów

W mokry, ponury dzień, nic nie poprawia nastroju lepiej niż kolory. Dużo kolorów. Wtedy nawet deszcz nie przeszkadza tak bardzo. Zapraszam Was dziś do Jardim Botânico.
Ten ogród botaniczny w Funchal położony jest wysoko na wzgórzu. Miałyśmy szczęście w nieszczęściu - pogoda marna, ale dzięki temu ogród był pusty.
Zbudowany tarasowo, dzięki czemu w pogodne dni jest idealnie oświetlony, a z prawie każdego miejsca można podziwiać panoramę miasta i ocean.
 Szczególną uwagę zwracają niezwykle barwne, kwieciste, rabatkowe "dywany".
 Krzewy są idealnie poprzycinane, a cały teren jest zadbany i wypieszczony.
Najróżniejszych roślin widziałyśmy mnóstwo, a 3/4 nawet nie znam :-) Spędziłyśmy w ogrodzie blisko 2h, co pozwoliło na spokojny spacer po  całym terenie. I chwilę odpoczynku przy aromatycznej kawie i ciastku.
Nie mogło zabraknąć symbolu Madery (jak też Wysp Kanaryjskich), wg mnie jednej z najpiękniejszych roślin - Szanowni Państwo, przed Wami - Jej Wysokość Strelicja.
W jednej z alejek znalazłam kopię domku z położonej na północy miejscowości Santana. Sama Santana rozczarowała mnie strasznie - wyobrażałam sobie wioskę pełną takich chatek, idealnie wkomponowanych w krajobraz... Niestety, dzisiaj Santana to trzy turystyczne domki-skanseny otoczone a dookoła znajdują się zwyczajne, miejskie zabudowania. Ładne co prawda, ale nie umiałam ich docenić mając zupełnie inną wizję w głowie.
Do ogrodu botanicznego należy też miniaturowy ogród z papugami. Nie ma ich wiele, są trzymane moim zdaniem w lekko obskurnych  warunkach, niestety... Papugi to słodkie istoty, lubię na nie patrzeć!

25.7.10

Funchal, stolica z widokiem na Ocean cz. II

Dzisiaj inne oblicze Funchal. Mokre od chłodnej bryzy od Oceanu Atlantyckiego. Miasto położone jest wśród wzgórz, w szerokiej zatoce dzięki czemu występuje tam specyficzny mikroklimat i jest najcieplej, co jest istotne szczególnie dla osób, które chcą odwiedzić wyspę jesienią lub zimą.
Przy samym wybrzeżu znajduje się niezbyt duży port jachtowy oraz strefa z restauracjami i kawiarniami ciągnącymi się wzdłuż spacerowej promenady. Przypływają tu też wielkie statki wycieczkowe, pływające po occenie i Morzu Śródziemnym, codziennie cumujące w jakimś innym porcie.
Plaża w Funchal jest czarna, wulkaniczna i bardzo wietrzna, dzięki czemu stwarza dobre warunki do uprawiania windsurfingu, co widać na zdjęciu.
  Mnóstwo na niej kamieni, co mi akurat nie przeszkadza, bo lubię takie plaże.
W tej restauracji stylizowanej na mini port po raz pierwszy w życiu jadłam najlepszą rybę świata, czyli atlantycką espadę, serwowaną z małymi bananami kanaryjskimi. Obłęd!
 Na drugim planie poniżej widać jeden z wycieczkowców-gigantów.

23.7.10

Funchal, stolica z widokiem na Ocean cz. I

Funchal, otoczone zielonymi wzgórzami jest największym miastem wyspy. Niezależnie od której strony się do niego wjeżdża, panorama widziana z okien autobusu  zachwyca. 
Sprawia wrażenie, jakby płynęło, jakby było w ciągłym ruchu. Łagodne kształty, delikatne pagórki, wysokie góry. Miękkie faktury, jasne kolory, drzewa kołysane od wiatru.
Miasto dzieli się na kilka części. Pierwsza to elegancka, bardzo sztuczna dzielnica turystyczna w której jeden przy drugim stoją luksusowe 5* hotele, a w lokalach serwuje się głównie angielskie śniadania.
Drugą jest port, w którym stoją zarówno niewielkie łodeczki jak i wakacyjne promy-giganty, plaża i promenada ciągnąca się wzdłuż oceanu.
Kolejną jest typowo miejska strefa, z mozaikowymi chodnikami, drogimi butikami, małymi marketami, kilkoma muzeami i Pizzą Hut w centralnej części.
Ostatnią z nich, Zonha Velha, lubię najbardziej. Jest stara, niesamowicie kolorowa, urokliwa. Zaczyna się od wspominanego wcześniej przeze mnie Mercado dos Lavadores, prowadzi przez stację
początkową Miejskiej Kolejki Linowej, aż do plątaniny wąskich uliczek i małych placyków, gdzie można napić się wina, zjeść coś dobrego i posłuchać muzyki w niezobowiązującej atmosferze. Nieco obdarta i zniszczona, ale przez to prawdziwa,

22.7.10

Madera - wyspa niezwykła

O Maderze marzyłam na długo przed tym, zanim wylądowała na niej ekipa kiepskiego serialu TVN. Wyobrażałam sobie wysokie góry, gigantyczne klify, małe i kamieniste plaże. W moich myślach Madera była idealnie zielona, skromna i prosta. I taka właśnie jest! To nie jest kierunek dla leniuchów i plażowiczów. Srogo się rozczarują! Wyspa ma tylko kilka plaż, które są czarne i bardzo kamieniste. Są też dwie sztucznie usypane, piaszczyste, które często znikają wraz ze sztormem lub przypływem. Nie ma tam jeszcze aquaparków, wielkich parków rozrywki, wesołych miasteczek ani innych nowoczesnych, komercyjnych atrakcji będących cichym pragnieniem części turystów. Są za to niesamowite levady (górskie trasy trekkingowe stworzone wzdłuż kanałów nawadniających), przepiękne ogrody pełne bujnej roślinności, niezliczone gatunki kwiatów, góry, lasy i ocean uderzający z hukiem o strome wybrzeże. To właśnie na Maderze znajduje się najwyższy klif Europy - Cabo Girão. Małe miasteczka sprawiają wrażenie zagubionych we współczesnym świecie. Madera to też pyszne wino, fantastyczne jedzenie i piękne rękodzieło, a do tego wieczna wiosna z temp. ok. 24*C. Czas spędzony na wyspie był cudowny i z przyjemnością Wam o nim opowiem. 
TOP